Moje pielgrzymowanie – Relacja Magdy z grupy Biało-Fioletowej

Na pielgrzymce lubię odkrywać, że świat i beze mnie sobie poradzi 😉 To taki moment zatrzymania, mimo że ciągle jest się w drodze. Na co dzień świat pędzi, a ja wraz z nim – milion „najważniejszych” zadań do wykonania, rzeczy do kupienia, czy miejsc do zwiedzenia. Takie tymczasowe „zamieszkanie w bezdomności” przypomina mi, że nie muszę wszystkiego śledzić i być na bieżąco; że mogę być zmęczona, albo czegoś potrzebować i że mogę poprosić kogoś o pomoc, co wbrew pozorom nie jest wcale takie łatwe. W wirze pracy i obowiązków czasem trudno mi dbać o świadomość, że wszystko pochodzi od Niego. Zaczynam polegać na sobie i zamartwiać się, że coś nie idzie po mojej myśli, zamiast słuchać i spokojnie przyjmować to, co Pan daje każdego dnia. Inaczej w drodze – wszystko jest wciąż nowe, często zaskakujące, dlatego łatwiej dostrzegać w tym Boże działanie i Jego opiekę, a dzięki temu odkrywać w sobie tęsknotę za wolnością serca, do jakiej wzywa nas Ewangelia.

To dla mnie lekcja porzucania własnej wygody, niekiedy zbędnych dodatków, masek czy nadmiaru zmartwień. I choć mogłoby się wydawać, że pielgrzym ma niewiele, bo poprzestaje na tym, co konieczne, to jednak otrzymuje o wiele więcej niż dałby radę unieść w wypchanym plecaku. Wspólne wędrowanie i doświadczanie Bożej dobroci kompletnie „za darmo” od naszych gospodarzy, braci czy sióstr pielgrzymkowych, jest czymś, co bardzo porusza serce i otwiera na spotkanie drugim człowiekiem. Rodzi się nadzieja i zaufanie wobec ludzi, dzięki czemu budujemy głębsze relacje i odkrywamy piękno wspólnoty i braterstwa.

Pielgrzymka jest dla mnie z jednej strony nauką przyjmowania, a z drugiej też dawania. Z racji, że jestem fizjoterapeutką, mam okazję „walczyć”, aby kroki niektórych mniej ich bolały. Wielką radością jest widzieć ulgę w oczach brata czy siostry.

Choć to tylko dwa tygodnie z całego roku to jednak piękne, bardzo umacniające, ubogacające i… dające „kopa” na cały rok 🙂

 

Pozdraaawiam!

Magda